O autorze
Polityk, profesor nauk ekonomicznych, Jest członkinią Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, publicystka, w latach 2001–2009 posłanka na Sejm IV, V i VI kadencji, od 2009 posłanka do Parlamentu Europejskiego.

Zadośćuczynienie za ubytek rozrywek

W drugiej turze roszczeń pazerne rodziny ofiar smoleńskiej katastrofy żądają pieniędzy nie za cierpienie wywołane utratą bliższych lub dalszych krewnych, ale za brak rozrywek, które za życia nieboszczycy rzekomo zapewniali pociotkom. Wymieniane są wycieczki do Japonii i do Warszawy, a nawet rozmowy przez telefon. To ośmiela mnie do żądania zadośćuczynienia za brak posła Gosiewskiego w parlamencie. Lubiłam się pośmiać z jego sejmowych wystąpień. Od ponad sześciu lat jestem pozbawiona tej wątpliwej, bo wątpliwej, ale rozrywki. Wyceniam moje cierpienie na 861 zł. Dlaczego akurat na tyle?

Wyliczenie jest proste. W latach 2001-2010 poseł Gosiewski wygłaszał z trybuny sejmowej średnio 41 wypowiedzi rocznie. Każda dla PiS warta majątek, a dla mnie symboliczną złotówkę. Gdyby nie zginął, mógłby być posłem do emerytury, czyli przynajmniej do 2031 roku. Ominęło mnie już 369, a stracę jeszcze 492 jego wystąpienia.

Wszyscy Polacy przeżyli traumę 10 kwietnia 2010. Toteż niech każdy wyceni swoją stratę i występujcie do Macierewicza. Tylko z umiarem. Nie bierzcie przykładu z europosłanki Gosiewskiej, bo to bardzo zły przykład. Zwłaszcza, że na grobie Przemysława Gosiewskiego widnieje napis: "Wdzięczność ważniejsza jest od pieniędzy".
Trwa ładowanie komentarzy...